MASTERPIECE STARSCREAM (G1 COLORS)


Przynależność: Decepticon
Transformacja: Myśliwiec F-15 Eagle
Rok wydania: 2007
Producent: Hasbro/ Takara


TRYB POJAZDU

Masterpiece Starscream, jeden z najpiękniejszych i najbardziej funkcjonalnych myśliwców w historii TF. Kłopot z nim był tylko jeden- Takara, która wydała go jako pierwsza, zorientowała swoją wersję na jak największe podobieństwo do latającego pierwowzoru, łącznie z kolorystyką, która sprawiła, że jako samolot Star wyglądał naprawdę realistycznie. Ale gdy tylko ktoś go przetransformował, kolorki dały o sobie znać i mało kto widział w tym robocie Starscreama. Na szczęście, Hasbro jakiś czas później wydało wersję G1 Color (oficjalnie zwaną USA Edition, ale nazwa nie oddaje wprowadzonych zmian), która tym razem pokrywała się z serialowym robotem niemal idealnie. Żeby było śmieszniej, Japończycy tak bardzo chcieli kupować tą wersję, że Takara zaczęła importować wersję Hasbro do Japonii... i właśnie jeden z takich importowanych egzemplarzy trafił się mnie :)

Starscream to naprawdę pokaźny optycznie myśliwiec typu F-15. I co by o nim nie mówić, jest zwyczajnie piękny. Z nową kolorystką wygląda nawet lepiej niż oryginał Takary, choć plasuje się w nieco innej kategorii. MP Star Takary wyglądał jak zabrany z lotniska myśliwiec, zaś wersja Hasbro, z całym tym swoim kolorowym poszyciem, wygląda raczej jak jednostka należąca do eskadry akrobatycznej. Ale i tak ją uwielbiam!

W tym Starze wszystko wydaje się być na miejscu. Kolory, proporcje myśliwca... Latający ideał. Szczerze mówiąc, jest to kolejny poziom jeśli chodzi o wykonanie Transformera zmieniającego się w samolot i przed wydaniem wersji MP, nie sądziłem, że kiedyś dostaniemy coś takiego. Z drugiej strony, po przeczytaniu listy osób odpowiedzialnych za tego robota, wszystko się stało jasne. Stara projektował Shoji Kawamori. Pan, który zaprojektował niemal wszystkie transformujące się samoloty z serii Macross. Gość zna się na swojej robocie jak żaden inny projektant i po Starscreamie to widać.

O jakości tego robota świadczy powyższe zdjęcie. Dolna linia myśliwca jest niemal w 85% zgodna z oryginałem, wyjątkiem jest malutki fragmencik przodu i przestrzeń ze stopami i kolanami robota. Miła odmiana po Classic Starscreamie, którego podwozie wyglądało całkiem słabo.

I ten sam pojazd, ale od góry. Śliczna maszynka i do tego tonąca w detalach. Warto dodać, że MP Starscream jest jednym z pierwszych TFów, w którym, niczym w Gundamowych modelach do składania, niemal wszystkie wygrawerowane detale zostały podkreślone ciemno-szarą farbą, dzięki czemu są zawsze widoczne. I wbrew pozorom, jest to spory krok do przodu w kierunku realistycznej repliki.

Dziób. Poza kabiną pilota i piątym już logiem Decepticonów (po jednym na każdej stronie obu skrzydeł), mamy fajnie pomalowany czubek (nie mam pojęcia co to za niebieski kropek na moim egzemplarzu), którego zmieniający się powoli kolor ma symulować osmalenia powstałe w wyniku kontaktu ze stawiającym przy dużych prędkościach opór powietrzem. Podobny motyw mamy też na cały "grzbiecie" myśliwca. Jednym się to podoba, innym ten swoisty "battle damage" przeszkadza. Ja jestem w tej pierwszej grupie.

Jak na porządną replikę przystało, dziób ma schowany w środku radar, który również ma sporo, już nie pomalowanych, detali.

A teraz wróćmy na chwilę do kabiny pilota. Owiewka naturalnie otwiera się, ukazując nam fotel pilota i przyrządy przed nim. Taak, widzę tą brzydką pustkę, ale bez niej transformacja tej partii pojazdu byłaby mocno utrudniona. W każdym razie, do kabiny przydałby się nam pilot....

O, tu jest... Doktor Archeville? A co on tutaj robi? Prawda jest taka, że jest to jedna z nielicznych osób, które w serialu G1 siedziały w Starscreamie, i chyba jedyna, która przez większość czasu robiła to z własnej woli. Poza twarzą, jest to zupełnie niepomalowana figurka (z kolei wersja japońska zamiast twarzy miałą powalowany szczyt jej głowy z tym metalowym zwieńczeniem i antenami). Niemniej ma naprawdę sporo detali (chyba nawet widzę jego krawat), zwłaszcza jak na mierząca centymetr wysokości figurkę. I tak, Archeville jest zablokowany w pozycji siedzącej.

Z drugiej strony, jakiekolwiek inne zastosowanie tej postaci wydaje się nie istnieć, więc po co mu pozowalność. Tak, pasuje na to siedzenie jak ulał. Co i tak nie zmienia faktu, że mój doktorek zawsze znajduje się POZA samolotem, hehe.

I kolejny bajerek, czyli ruchome stery w skrzydłach.

Co prawda takie ruchome części nie powtarzają się już w tylnym usterzeniu maszyny, ale są tu dwa inne dodatki, które to niejako rekompensują.

Dysze silników mają zmienny kąt ustawienia. Mamy też podnoszone płyty silnika, które dają nam wgląd w wnętrzności maszyny. Choć ilość umieszczonych tam detali nie poraża, jest na w pełni zadowalającym poziomie.

Zaś bliżej centrum pojazdu znajduje się podnoszona klapa hamulców aerodynamicznych, wraż z ładnie chromowanym siłownikiem. Jak replika, to replika :)

A podwozie, jak to u TFów, pełne różnych części robota, których ułożenie w tej chwili nie jest takie oczywiste. Niemniej, mamy tu też kilka elementów, które nas interesują tu i teraz.

Zacznijmy od znaku firmowego Seekerów typu 1 (Starscream, Thundercracker, Skywarp i Sunstorm)- osławione już działka typu Null Ray, w serialu zdolne do zadawanie sporych obrażeń i unieruchamiania celu w tym samym czasie. Bardzo ładnie wykonana broń, do tego zaczep na skrzydle, który ją podtrzymuje posiada specjalną wypustkę, która wymusza na działkach zawieszenie pod skrzydłami lufą do przodu. Słowem, koniec męczenia się z kręceniem bronią tak, żeby byłą skierowana tam gdzie chcemy :)

Mało tego, wreszcie ktoś wpadł na pomysł dania Starowi alternatywnej broni w postaci dwóch zestawów rakiet zaczepianych w miejsce działek Null Ray. Rakiety są ze sobą zczepione na amen i nie mają zbyt wiele detali (żeby nie powiedzieć, że wcale ich nie mają), ale ponieważ jest to tylko zamiennik, nie mam z tym najmniejszego problemu.

Dochodzimy do kwestii, która odróżnia Starscreama od niemal każdego innego Transformera, nawet takiego z serii Masterpiece. Ten pan ma w zestawie podstawkę (echem, mamy coś takiego jak cała linia Titanium 6", Wallas), która posiada dodatkowy wysięgnik / statyw do podpinania robota (ok, mądralo, tu mnie już masz). I tak, to już jest naprawdę osiągnięcie, nie licząc rekolorów, taką dwuczęściową podstawkę posiada tylko THS-2 G1 Optimus Prime. I o ile podstawka tamtego gościa to chromowany znak Autobotów z wysięgnikiem, o tyle tutaj mamy do czynienia z podstawką stylizowaną na część większej maszyny, np. samego Cybertronu. Inna zaleta tego kawałka plastiku, to na przykład dwa gniazda na nieużywaną w tej chwili broń, czy szereg zaczepów "na podwoziu", pozwalających trzymać wysięgnik i i przystawkę dla mini-Megatrona (nie pokazuję jej, bo nie mam mini-Megatrona :P ) w samej podstawce. Z innych ciekawostek... imię naszego robota na podstawce to zasługa Hasbro, wersja japońska jest w tym miejscu zwyczajnie goła.

A teraz podpinamy nasz myśliwiec do podstawki i mamy idealny materiał na ozdobę biurka :) Poza "wzbijamy się ku przestworzom" na żywo naprawdę wygląda cudownie. Jest to jeden z tych momentów triumfu dla każdego posiadacza tej figurki :)

Jeśli czasem zdarza mi się postawić Stara na biurku jako myśliwiec, to zawsze stawiam go w pełnej konfiguracji, z rakietami i Archevillem spoczywającymi na podstawce. I wtedy, że tak powiem, osiągamy pełen czadzik :)

I jeszcze z tyłu.

W sumie to zapomniałem wspomnieć o podwoziu, ale jeszcze jest na to czas. Nie jestem wcale pewien, czy to nie jest przypadkiem pierwsza wersja Starscreama, oparta na F-15, która posiada pod kokpitem wysuwane podwozie (i to schowane za dodatkową klapą).

Z tyłu, już nie jest tak dobrze odwzorowane jak z przodu- ot, dwa kółka na małych klapach. Ale to i tak lepsze od tego, co nam zafundowano w wersji Classics.

A to ci ciekawostka. Ten symbol, teoretycznie mogący uchodzić za symbol eskadry, jest małą aluzją do sceny koronacji Starscreama na władcę Decepticonów z TFTM i przedstawia koronę i naramienniki, które Star wtedy nosił. Żeby było śmieszniej, MP Star może nosić takie elementy w trybie robota... o tym później.

I porówanie między Masterpiece i Classics. Patrząc na nie nasuwa się wniosek, że jeden jest rozwojówką drugiego- oba roboty dzielą zbliżone pomysły na transformację rąk i nóg, choć MP wprowadza te założenia na nowy poziom, eliminując zupełnie syndrom pustej przestrzeni, który dręczy Classic Stara, jak również skutecznie radzi sobie z nadmiarem ciała robota wystającego z podwozia w trybie pojazdu. Inne ulepszenia to poprawiony system przenoszenia skrzydeł, rozwiązanie kwestii ich zmiennego kształtu i kilka innych :)

A to porównanie nie ma specjalnie sensu, zrobiłem je dla zabawy.


TRANSFORMACJA

 


TRYB ROBOTA

Tryb robota... Cóż mogę powiedzieć, prawdziwe mistrzostwo świata. To się nazywa prawdziwy G1 Starscream :) Poza kilkoma modyfikacjami (dwie największe znajdują się po bokach nóg), zgodność z serialem jest ogromna, żeby nie powiedzieć, że ta wersja nawet nieco urealnia poczciwego animka. Kawał pięknego TFa, pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne.

Hmm, ok, odwrócenie go nieco psuje efekt, podobnie jak u MP Megsa, z tyłu panuje lekki bałagan i tylko MP Prime uchronił się przed takim losem.

Fotka z profilu.

Głowa zostałą odwzorowana świetnie. W zasadzie jedyne co ją różni od serialu, to zdecydowanie jaśniejszy kolor twarzy, który teraz z kolei bardziej pasuje do komiksowych inkarnacji Stara. Głowa jest na podwójnym stawie, może się w pełni obracać, odchylać na wszystkie strony...

...i może więcej. Tak się składa, że głowa Starscreama ma wbudowany prosty mechanizm zmiany wyrazu twarzy. Wysuwamy twarz, obracamy o 180 stopni i mamy drugą minę dla naszego robota.

A tym razem jest to charakterystyczny dla tej postaci uśmiech kombinatora i zdrajcy, który stał się jednym z atrybutów Stara po tym, jak wyrzucił konającego Megatrona za burtę statku uciekającego z Autobot City, w TFTM.

Korpus to kolejny element, który bardzo podobny do serialu, z tym, że jak widzicie, klatka piersiowa i ramiona są osadzone nieco niżej niż powinny i kokpit myśliwca wyraźnie nad nimi góruje. To kwestia transformacji, gdyby tak tego nie rozwiązano, użyte tu mechanizmy na nic by się nie zdały.

Na przykład ten, czyli dwie wyrzutnie mikrorakiet schowane za turbinami, broń, którą Star użył chyba w dosłownie jednym odcinku G1. Bardzo fajny akcent, daje Starscreamowi ostatnią deskę ratunku, gdyby ktoś w walce unieruchomił jego ręce. I tak, klapy z turbinami mają też detale po drugiej stronie. Nieźle.

Ręce są niemal standardowe na tle innych MP, choć, ponieważ Star jest mniejszy od pozostałych Masterpiece'ów, zabrakło miejsca na dodatkowy staw wychylenia nadgarstka w górę i w dół, taki jak ten używany w rękach Prime'a.

A tu otwarta ręka. Na tle Megatrona i Optimusa, pozwala na pełne rozprostowane palców, choć skończyło się to zgrupowaniem ich w dwa widoczne powyżej zespoły i niemożnością łapania przez Stara jakichkolwiek akcesoriów w sensowny sposób. Mimo wszystko ręce Starscreama są bardzo funkcjonalne i uładniają niektóre pozy, które można nim zrobić.

Również łokcie Starscreama zginają się bardziej od innych MP.

I posiadają jeden ze znaków firmowych serii, który tak nam dał po oczach w MP Prime'ie- siłowniki i mechanizmy hydrauliczne po zewnętrznych stronach stawów. Coś pięknego i ponownie, dodającego figurce realizmu :)

Nogi są już nieco mniej podobne do serialu, ale są bardzo pozowalne i pełne ładnych detali. Czego tu nie widać to na przykład podwójny staw kolanowy, który pozwala odginać nogi równie mocno co łokcie. Nie wiem czemu, ale bardzo podoba mi się budowa stóp Stara.

I czas na drażliwą dla wielku kwestię- panele z tylnym usterzeniem zwisające po bokach nóg. Najwyraźniej Kawamori uznał, że zostawienie go (jak również kilku innych części) w pierwotnie planowanym miejscu nie jest dobrym pomysłem i oglądając tą fotkę przedstawiającą prototyp łatwo dojść do wniosku, że zmieniając zdanie, wyświadczył nam przysługę. Osobiście bardzo lubię takie ustawienie, jest w nim coś bardzo ciekawego.

No, ale chyba należę do mniejszości. A z myślą o większości, projektant wbudował w szczyt obu paneli staw kulkowy, który pozwala zadrzeć płyty do tyłu. Z początku sam tak ustawiałem Stara...

...ale patrząc na niego z boku mi przeszło. Poza tym, nie pływa to pozytywnie na równowagę tego robota :P

I pozowalność. Jak na Masterpiece'a jest bardzo dobrze, choć mogłoby być minimalnie lepiej, gdyby nie te panele boczne, które są przyczepione bezpośrednio do podstawy nóg, blokując ich dalszy wychył. Na szczęście można go zwiększyć wyczepiając panele z bioder i podczepić je bolcam na nogachi z trybu myśliwca, ale nie wygląda to już tak ładnie, a jak na mój gust, efekt nie jest aż tak wynagradzający.

Również skrzydła są wyposażone w dodatkowe stawy. Jak widzieliście w trakcie transformacji, odginają się na boki. Do tego są umieszczone około 1,5 cm za ramionami, więc nie przeszkadzają za bardzo Null Rayom jak w Classicu. A nawet jeśli...

Zawsze można je zwyczajnie odchylić do tyłu i to bardzo :)

Gdyby kogoś interesowały rozmiary MP Stara, tu jest obok standardowego pudełka DVD.

A tu obok Klasycznego. Tutaj jeszcze bardziej niż w trybie myśliwca widać, że MP jest rozwojówką mniejszego kolegi.

Retro kontra powiew świeżości... powiedzmy.

I czas ponownie wczepić Stara w jego statyw, który dla mnie jest preferowanym sposobem ekspozycji tej figurki. Trochę inną kwestią jest, gdzie się ten statyw w Starze wpina, ale to już przemilczmy ^^.

Statyw daje nowe możliwości pozowania Starscreama, choć dawałby jeszcze większe, gdyby miał ruchomą głowicę. Ale pewnie to ja znowu mam za duże wymagania.

A tu poza ala "zmasowany atak". A teraz czas na coś, czego inne strony wam raczej nie pokażą...

Czy komuś poza mną przyszło do głowy podczepić Stara do podstawki ze statywem w pozycji myśliwca? Nie? Jaka szkoda, bo dzięki temu Star może udawać lot!

Ok, przyznaję, działa to tylko kiedy patrzymy na Stara z dołu, ale sam fakt, że da się to zrobić wbija w fotel. I nie ma co się się martwić, że Starscream zaraz zaliczy glebę, jego mocowanie do statywu w tej pozycji jest całkiem solidne.

A o to pełna konfiguracja dla robota. Rakiety podczepione do skrzydeł, a Archeville znowu siedzi sobie na podstawce, zapewniając nam odniesienie do rzeczywistych rozmiarów tego robota. Uwielbiam go tak prezentować (Stara, nie doktorka!), ba, w tej sposób trzymam go w moim pokoju kolekcji. Po prostu tak czuć od niego ten pełen wypas, który ta figurka nam gwarantuje.

Pełen wypas od przodu :)

A tu jeszcze tajemnicze gniazda, które pierwotnie miały służyć do zaczepienia zestawu koronacyjnego Starscreama. W sumie, nadal do tego służą, ale z tylko sobie znanych powodów Hasbro/Takara nigdy nie dołączyła tych akcesoriów do zestawu. Można to łatwo naprawić, kupując odpowiedni booster kit na ebayu (sam się nawet na to chyba skuszę), który sprawia, że Star wygląda jak prawdziwy król.

 

Czas na podsumowanie. Z mojego punktu widzenia jest to naprawdę cudowna figurka, którą należy łapać, póki się da. Piękny alt mode, porządny, zgodny z serialem tryb robota i do tego unikalne w skali serii akcesoria. Wy sobie mówcie o nim co chcecie, ale ja mu daję szkolną szóstkę :)


KONIEC

MP Starscream był moim marzeniem odkąd tylko zobaczyłem jego pierwszą, japońską wersję, choć nieco mi przeszkadzały niezgodne z serialem kolory. Ale gdy Hasbro wydało jego "poprawioną" wersję, musiałem ją mieć. Plan jego dorwania ruszył w czerwcu 08 i skończył się zaraz na początku lipca, a wszystko z pomocą nieocenionego Mythosa. Ok, przyznaję, kosztowało mnie to bite 200 zł, ale jak na Masterpiece'a jest to świetna cena i nie żałuję ani złotówki wpakowanej w tego TFa :)


Powrót do strony głównej