HENKEI ONSLAUGHT "USA EDITION"


Przynależność: Destron/ Decepticon
Transformacja: Czołg antyterrorystyczny
Klasa: Ultra
Rok wydania: 2008
Producent:TakaraTomy


TRYB POJAZDU

Onslaught był zawsze jedną z moich ulubionych postaci z Transformers. Dowódca elitarnego oddziału komandosów znanych jako Combaticony. Zawsze spokojny, dokładnie dobierający słowa i do tego niezwykle skuteczny jako żołnierz. Dlatego byłem bardzo szczęściwy gdy okazało się, że był pierwszym Transformerem, którego zdjęcia pokazano gdy pojawiły się przecieki na temat serii Universe 2.0. Kilka razy prawie go kupiłem gdy pojawił się już w sklepach, ale zawsze nie mogłem jakoś wydać tych 140 zł, które kosztował. Dobrze zrobiłem. Po jakimś czasie sklep w którym kupuję Revoltechy zrobił wyprzedaż i za 90 zł oferował wersję Henkei, która kolorami jest bliższa G1. Co mogłem zrobić? Kupiłem jego, Silverbolta i Powerglide'a... i do tej pory jestem z tego bardzo zadowolony.

Onslaught transformował się w samobieżne działo przeciwpancerne i projektanci musieli się pewnie nieźle nakombinować żeby zmodernizować ten tryb. Ostatecznie niewiele jest maszyn kołowych, które posiadają podwójne działa na dachu, a które są znakiem rozpoznawczym tego Decepticona. W końcu wybór padł na pojazd, który może nie jest oczywistym wyborem, ale pasuje do Onslaughta i posiada coś zbliżonego do jego sygnaturowej broni. W tej sposób Combaticon Alfa stał się sześciokołowym czołgiem antyterrostycznym (chyba, że macie lepsze pomysły jak nazwać coś co nawet po angielsku określa się mianem "turtle tank"). Już na pierwszy rzut oka wybór był trafny. Onslaught przybiera formę zwrotnej i dobrze uzbrojonej masy zbitej pod warstwami grubego pancerza; coś w sam raz dla dowódcy, który lubi brać udział w akcjach.

Dodajmy do tego jego sztandarowe kolory (ciemny, metaliczny zielony z oliwkowymi wykończeniami... wiem co widać na zdjęciach, ale on naprawdę ma taki kolor) i paskudnie zwodnicze napisy SWAT na karoserii które pozwolą mu wmieszać się w tłum "tych dobrych" i gdy nadejdzie godzina, zrobić rozpierduchę w szeregach przeciwnika. Zwróćmy uwagę na naprawdę dobrą spójność tego designu, nawet jeśli widzimy zawiasy i linie rozdzielające poszczególne części, to i tak wrażenie zbitej, nietransformującej się masy jest wszechobecne, co potęguje fakt, że w całym trybie pojazdu są może ze dwa miejsca, które wskazują na dwojaką naturę tego modelu (pod tym względem Onslaught bije oba pozostałe Ultra).

Rzut z boku pokaże nam kilka ciekawostek. Pierwszą z nich są dobrze wykończone koła. Jeśli wydaje się wam, że to na środkowej osi jest nieco inne od pozostałych, to macie rację. Wynika to z podłączenia go do układu elektronicznego schowanego po wieżyczką pojazdu- gdy zaczniecie poruszać czołg po płaskiej powierzchni, będzie słychać odgłos silnika. I będziecie go słyszeć raczej zawsze, bo środkowe koło, tak jak u Armada Scavengera, posiada dodatkowy pas z gumy oplatający bieżnik, co zwiększa jego przyczepność do podłoża na tle pozostałych kół. Zwróćmy uwagę również na dziwnie pochylone lufy Vulcanów stanowiących broń pokładową. Sam długo tego nie rozumiałem i myślałem, że mój Onslaught ma zwyczajnie defekt. Dopiero potem przyszło mi do głowy, że pochylenie jest celowe, bo nasz Decepticon ma uzbrojenie ustawione do ostrzału relatywnie małych i niskich celów... takich jak ludzi.

Tył to poezja. Co prawdą widać nieco kolana robota, ale to jedyne zastrzeżenie. Pomijając to, wykończenie i detale zwyczajnie powalają.

Przód też mi się całkiem podoba. Lekko bursztynowe szyby w kabinie (widać detale kabiny w miejscach dla kierowcy i nawigatora), ruchome reflektory, ozdoba wygląjąca jak bęben od wciągarki linowej, coś co wygląda jak pazury anty-minowe... miodzik.

A to jest ciekawostka. Pozornie ten napis nic nie znaczy i równie dobrze ktoś mógłby tu umieścić oznaczenie Rudy (Zielony?) 102, ale okazuje się, że mamy tu drugie dno, bo Monzo to pseudonim pewnego oddanego fana TF, który latami pomagał zbierać Hasbro US różne ciekawe informacje na temat amerykańskiego fandomu Transformers. Taki mały hołdzik, a gość ma pewnie niezłą radochę.

Pazury anty-minowe to kolejny ładny dodatek, bardzo podoba mi się dodanie osmaleń na ich górnej części, jakby były często używane.

A żeby je użyć wystarczy je opuścić i już możemy rozwalać miny, taranować różnorakie cele naziemne, straszyć (i nie tylko) cywili, i takie tam.

Ewentualnie, możemy w oryginalny sposób odholować Hounda w kierunku najbliższego urwiska. Tak wiem, takie dziecinne zachowanie nie jest w stylu Onslaughta, ale wczujcie się w jego sytuacje, przeszlibyście obok takiej okazji?

Wieżyczkę czołgu wieńczy wielka tarcza, której obecność mimo wszystko ma sens, kto nie wierzy niech obejrzy Szklaną Pułapkę, nic tak nie pokazuje dlaczego warto inwestować w pancerz na dachu jak ten film. Tarcza jest tak zbudowanam by wciąż widać przez nią było światła sygnalizacyjne, które żeby było ciekawiej świecą. Aby je uruchomić, wystarczy wcisnąć ruchomy fragment tarczy za światłami, pod którym schowano guzik odpowiedzialny za włączanie świateł i dźwięków. Przez dźwięki rozumiemy oczywiście syrenę policyjną, którą w japońskiej wersji naprawiono (wersja Universe 2.0 puściła jeden dźwięk i milkła, tu tego problemu już nie ma) .

Tarcza jest ładna, ale jej zdjęcie da nam widok na świetnie zrobioną wierzyczkę, która wygląda, że tak się wyrażę, wypaśnie. Nieco mnie razi czerwony guzik od elektroniki, ale tak to jest super. Zwłaszcza, że wciśnięcie tego pstryczka drugi raz uruchomi dźwięk karabinów i zapali diody zamontowane w tych podłużnych sekcjach za lufami. Oczywiście wieżyczka się obraca, w tym przypadku o 90 stopni w każdą stronę.

I kto teraz będzie chciał zakładać tarczę z powrotem, gdy bez niej czołg wygląda tak cudownie? Ja na pewno nie.

Porównania czas zacząć! Tu z Houndem (Deluxe) i Brawnem (Legends) z Universe 2.0...

A tu z Animated Voyager Bulkheadem... chyba nie muszę mówić, który bardziej się nadaje na akcje :P

Tu z Henkei Silverboltem...

...a tu z Universe 2.0 Powerglide'em.

Naturalnie, tego też nie mogło zabraknąć, czyli Dorailer, najbliższy oryginalnemu Onslaughtowi TF jakiego mam. Teraz rozumiecie, dlaczego było tak ważne, aby Henkei zmieniał się w coś z podwójną lufą :)


TRANSFORMACJA

 

 


TRYB ROBOTA

I oto ukazuje nam się Onslaught... szczerze mówiąc, jest to bardzo posunięta aktualizacja wyglądu postaci, poza głową, działami na plecach i kolorystyką, nie ma tu nic co łączy na pierwszy rzut oka inkarnację Universe 2.0/ Henkei z pierwowzorem. Pod tym względem żaden inny Ultra z tej serii nie doścignie Combaticona Alfa. Cokolwiek o nim nie mówić, nowy Onslaught wygląda doskonale, zwłaszcza w kolorach od Takary ( mimo wszystko nie, celem tej galerii nie jest wnerwienie posiadczy wersji Universe, jak mi czasem zarzucano). Design jest bez fajerwerków (w większej ilości), za to bardzo militarystyczny i funkcjonalny. Jedyne, co mnie na początku nieco zafrasowało to kolorystyka ud, która sprawia wrażenie jakby Onslaught nosił kąpielówki.

Tył wydaje się być skrajnie uproszczony i schludny, nie ma tu nic ponad elementy obowiązkowe. Obecność tarczy na plecach, jak również płyty pancernej zasłaniającej pewne ważne elementy ciała (łączenie nóg z korpusem, ma się rozumieć) daje nam solidne poczucie, że Onslaughta trudno zaatakować od tyłu.

Góra robota z bliska... Chciałbym tu powiedzieć coś więcej, ale trudno mi się skoncentrować przez ten fantastyczny pseudometaliczny kolor pancerza u tego Decepticona. A tak, widać tu niespecjalnie lubianą przeze mnie budowę łokcia (zgięcie z boku), ale rozumiem, że był to wymóg transformacji, do tego w każdej chwili można obrócić rękę nad łokciem i już zgięcie jest z przodu... ale i widać wtedy szpary pozostałe po schowanych pięściach. Trudno, jakoś to przeżyję. Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii korpusu, bo pewnie część z was widzi różnice w budowie bioder po obu stronach. To czarne coś po lewej stronie jest połączone z elektroniką, a w trybie pojazdu, również ze środkową osią kół. Guzik jest więc przedłużeniem środkowego koła, którego ruch odpowiada za dźwięk silnika. Ponieważ w formie robota system ten jest rozłączony, obecnie dostępne są tylko odgłosy syren i karabinów. Onslaught jako jedyny Ultra nie posiada odgłosu transformacji. Pytanie, na ile jest to strata, a na ile brak zbędnego dodatku...

Głowa... miałem do niej wątpliwości w wersji Universe, bo miała dziwną jak na tą postać kolorystykę- poza czerwonym kółkiem na czole, twarz była niepomalowana, zielonego nie było, w jego miejscu umieszczono szary... mówiąc ogólnie ten TF w wersji Hasbro wygląda jak skunks zaraz po otwarciu sezony myśliwskiego. Za to tutaj mamy cud, miód i orzeszki i podobieństwo do wersji G1 jest kolosalne. Dodajmy do tego fakt, że jego oczy zaczną świecić na czerwono gdy uruchomimy elektronikę... choć w sumie to jest średni powód do ekscytacji, bo TFy zwykle mają ten aspekt średnio dopracowany.

Ramiona są osobliwe, trudno mi nawet o nich pisać. Na pewno widać gdzie kończy się właściwy naramiennik, a gdzie zaczyna nadwyżka z trybu pojazdu. Z drugiej strony, zapewne właśnie ta nadwyżka nadaje temu robotowi tak ciekawy wygląd. Zaimponowało mi logo Decepticonów, które jest jednym rysunkiem osadzonym na dwóch różnych wysokościach, a mimo to się nie rozwala.

Nogi są ładne,ale wiele to one nie robią i pod względem pozowalności przegrywają z Powerglide'em. Poza tym ze względu na ich transformację panele formowane z boków czołgu potrafią wyskakiwać z pozycji jeśli zahaczymy nogami o jakiś inny obiekt, ich mocowanie mogłyby być nieco dłuższe, to by na pewno załatwiło sprawę.

Ramiona są o wiele ciekawsze, bo każde ma własną funkcję specjalną. W prawej jest mały miotacz, który wedle wielu jest jedyną bronią Onslaughta w tym trybie... co ja bezczelnie zaneguję jeszcze w tej galerii. Można argumentować, że z potężną spluwą broń ta ma niewiele wspólnego, ale z Transtechnologią nigdy nie wiadomo...

Zaś lewę przedramię skrywa wysuwane gniazdo do montowania tarczy. Hmm, w sumie do tej pory nie powiedziałem tego, co pewnie wszyscy już widzą- Onslaught ma działające nadgarstki. Jako jedyny Ultra w tej serii :)

A więc zdejmujemy tarczę...

...znowu odsłaniając te cudowne detale...

...i montujemy ją na przedramieniu!

W ten sposób Onslaught jest gotowy i do ataku jak i obrony, i mam ciągły wewnętrzny spór, czy wygląda lepiej uzbrojony, czy nie. Bo że wygląda świetnie to już wiem.

Teoretycznie można odpalić ostrza antyminowe i w tym trybie, ale ani nie wyglądają dobrze, ani nie są użyteczne, chyba, że ktoś chce zaatakować naszego robota zwyczajnie spadając mu na głowę... co jak potwierdzają badania kliniczne nie jest przesadnie mądre i prowadzi tylko do zwiększenia szans na nagrodę Darwina.

Onslaught jest całkiem pozowalny i najbliższe zdjęcia wam to (miejmy nadzieję) pokażą.

Mało kto wie, że nasz Combaticon umie się boksować.

Jeszcze mniej osób wie, że jego prawy sierpowy zwykle kończy się 10 metrów od celu i inicjuję przeróbkę przeciwnika na ser szwajcarski za pomocą miotacza i działek, które ma na plecach. I kto mówi, że broń na jego plecach jest bezużyteczna w trybie robota!

Poza bojowa zbalansowana- częściowe osłonięcie mimo wszystko pozwalające na ostrzał.

Osobliwe porównanie wielkości z Cyclonusem i Galvatronem. Onslaught tłumaczy im znaczenie słów "planowanie" i "strategia".

Powtórka porównań z trybu pojazdu tylko na odwrót. Ten Biało-Czerwony to naturalnie Silverbolt.

Pewnie mógłbym wyciągnąć z ekspozycji swój czerwony wariant Powerglide'a, ale wolałem pozostać przy wersji Universe 2.0. Nie martwcie się, jeszcze sobie pooglądacie Henkeia.

A to jest zabawne.... Onslaught dorównuje rozmiarami Baldigusowi (przekolorowany Bruticus, gestalt, którego sam był częścią składową). Chciałbym tu powiedzieć coś błysktliwego, ale patrzę i nie mogę oderwać oczu od tego kontrastu...

Onslaught wraz z Dorailerem (lub jak kto woli, Onslaught 15 lat później)... niezła ewolucja designu.

Powoli czas kończyć galerię... a nie, czekajcie, Onslaught ma gościa, czyli pana "Masz dziś szczęście, gnoju?" Ironhide'a w kolorach Wszechiskry.

"Twoje umiejętności są imponujące, Autobocie..."

"...ale oddałeś swoją iskrę za nic. Dusza wojownika nigdy nie pokona umysłu żołnierza."

 

Czas na podsumowanie. Henkei Onslaught jest świetny. Dobry, spójny tryb pojazdu, ciekawa transformacja i naprawdę ładny tryb robota o całkiem dobrej pozowalności. Elektronika jest, ale mogłoby jej nie być. Figurka ma pewne aspekty kontrukcyjne, które możnaby uznać za wady, ale dzięki genialnej kolorystyce nadanej Onslaughtowi przez TakaraTomy, można o nich szybko zapomnieć. Także, sama figurka naprawdę godna polecenia, choć jej zdobycie po rozsądnej cenie może być na dzień dzisiejszy kłopotliwe. Mimo to, mam nadzieję, że, którzy chcą ją zdobyć, kiedyś odniosą sukces.... i nie, nie wpuszczę nikogo do swojego pokoju z kolekcją, żeby ją zdobyć ode mnie!

 

KONIEC


Powrót do strony głównej