
Przynależność: Decepticon
Transformacja: Wahadłowiec/ Pociąg
Klasa: Deluxe
Rok wydania: 2008
Producent: TakaraTomy

Na początek małe wyznanie. Uwielbiam transformery trój-zmienne. Więc kiedy tylko pojawiły się pierwsze zdjęcia Astrotraina jeszcze w wersji prototypu wiedziałem, byłem na 100% pewien, że znajdzie się on w mojej kolekcji. To było kilka lat temu. I fakt, pojawił się u mnie, najpierw w wersji białej, sygnowanej przez Hasbro, a następnie, całkiem niedawno, już we właściwej wersji szaro-fioletowej, zaproponowanej przez japońską Takarę.

Pierwszym trybem Astrotraina jest tryb wahadłowca. W wykończeniu zaproponowanym przez Takarę Astro idealnie oddaje ducha serialu prezentując się w szaro-fioletowych barwach oraz delikatnych białych akcentach. Mamy tutaj również widok na jeden z elementów który wzbudza wśród fanów dość mieszane uczucia, a więc chrom. W przypadku Astrotaina chromem pokryte zostały dysze jego silników. W dodatku jest to chrom dwukolorowy. Same dysze są w kolorze srebrnym podczas gdy element do których zostały przymocowane jest już fioletowy. Całość prezentuje się naprawdę okazale. I jeszcze tylko drobna uwaga dotycząca samych kolorów widocznych na zdjęciach. Astrotrain jest szaro-fioletowy. Naprawdę. Zdjęcia niestety nieco fałszują to jak figurka prezentuje się w rzeczywistości. To co na zdjęciach jest granatowe w realu jest pięknym fioletem.

Astrotrain jest wahadłowcem. Bez dwóch zdań. Z elementami drugiego trybu na wierzchu. Niestety, nie udało się go zaprojektować w ten sposób aby tryby nie 'nachodziły' na siebie. Po bokach widać wyraźnie elementy, które później ułożą nam się w przód pociągu. Z kolej mniej więcej po środku, na dachu, znajdują się kółeczka, które również będą potrzebne do tego by Astro mógł udawać pociąg.

A teraz wyobraźmy sobie, że pozbywamy się bocznych paneli. Wahadłowiec byłbym 100% wahadłowcem za to pociąg miał by mały problem.;) Dodatkowo w okolicach statecznika widoczne są również wyraźnie elementy korpusu Astrotraina.

Pomimo tych dodatkowych elementów Astotrain i tak bardzo dobrze się prezentuje. Nikt nie ma żadnych wątpliwości co do typu pojazdu z jakim mamy do czynienia.

Silniki i dysze. I chrommmmm.... Tak, ten chrom dodaje uroku figurkom spod znaku Henkei.

I jeszcze dwa ujęcia 'od przodu'. Zwróćcie uwagę na detale znajdujące się na skrzydłach. Nie wiecie co to jest? Kiedy przejdziemy do trybu pociągu wszystko się wyjaśni.


Oto jak Astrotrain prezentuje się od spodu. Ten szary element, który widzicie po środku to jego broń. Astrotrain w alternatywnych trybach posiada specjalne, powiedzmy 'uchwyty', dzięki którym możemy przymocować ową broń. Szczerze powiedziawszy to jakoś ten pomysł specjalnie mi się nie widzi. Nie jest to nic nowego wprawdzie, w końcu już G1 wykorzystywało ten patent gdzie mieliśmy różnego rodzaju 'attack mode' niemal przy każdym pojeździe, ale nie oznacza to oczywiście, że każdy musi być fanem takiego rozwiązania.
Dobra, pora abyśmy przeszli do trybu pociągu.

Ładny, prawda?

Nieźle nam się Astro w trybie pociągu prezentuje. Kolory ciągle te same. Widzimy okienka oraz drzwi. Jest naprawdę super. Nic tylko wsiadać i jechać do Zakopanego.

A potem patrzymy na cały pociąg i widzimy, że jednak nie wszystko jest chyba tak jak być powinno. Gdzieś w połowie Astrotrain zamienia nam się z pociągu w ... no właśnie, w co?

Ogólnie rzecz biorąc nie mamy wątpliwości. To jest pociąg. Bullet-train. Shinkansen jak ktoś woli. W dodatku z napędem rakietowym.;) I nie, takich w Polsce się nie doczekamy. Ale w Japonii kursują z niemałym powodzeniem. Oczywiście są nieco inaczej napędzane.;)

Ale nie da się ukryć, że ten nieszczęsny tył psuje ogólny odbiór tego trybu. Skrzydła składają się i próbują zakryć połączone nogi. Teraz również dobrze widać o co chodziło z tymi wycięciami na skrzydłach. W trybie pociągu są to po prostu kolejne okna.

Attack mode. Czyli broń zainstalowana na pociągu.

Szału to to nie robi.

A to jest dość ciekawe. Wiedzieliście że Astrotrain będąc w trybie pociągu potrafi także latać? A co! Wystarczy, że podniesie panele boczne, które przecież są skrzydłami, włączy te swoje rakietowe dopalacze i tyle go widział nasz ekspres relacji Koszalin-Ząbkowice Śląskie.

Ten tryb wydaje się być jeszcze bardziej ułomny od trybu drugiego, w tym momencie Astro już naprawdę niewiele ma wspólnego z pociągiem ale prezentuje go jako że został on właśnie w ten sposób przedstawiony w komiksie dołączonym do figurki.

Po mało skomplikowanej, acz satysfakcjonującej, transformacji otrzymujemy ... właśnie coś takiego. Wypisz, wymaluj G1 Astrotrain żywcem przeniesiony z 1985 plus dodatkowe panele na barkach oraz przedramionach. Jak widzicie, w przypadku kolorów nic nie ulega zmianie, wciąż te same barwy.

Dzięki kółkom, które podpierały dziób wahadłowca, Astrotrain w trybie robota otrzymuje potężne 'pięty', dzięki którym jest niesamowicie stabilny.

W trybie robota pojawia się także dodatkowy element chromowany. Jest to ten fioletowawy pasek po bokach statecznika, który teraz rozłożony na pół zdobi klatę naszego Astro.

No dobra, dajmy mu coś w końcu w łapę. Astrotrain zawsze raczej robił za tego gościa, który był odpowiedzialny za transport, toteż ta spluwa, w moim mniemaniu, tak średnio mu pasuje. Astro wydaje się być zbyt mało wojowniczym Decepticonem aby mogła mu się ona do czegokolwiek przydać. Ale to tylko taka moja mała uwaga, tak na marginesie.

Skrzydła Astrotraina są całkiem spore. I jeśli ich nieco nie odegniemy do tyłu, będą utrudniać oraz ograniczać zakres ruchu tak ramion jak i nóg.

Astrotrain mistrzem olimpijskim w gimnastyce artystycznej na pewno nie zostanie ale i tak całkiem sprawnie jest w stanie się powyginać. Nogi to w sumie 6 stawów każda. Ramiona to 3 punkty artykulacji, z czego 2 z nich to stawy kulkowe. Więc nie jest aż tak źle. Do tego dochodzi jeszcze głowa, również osadzona na stawie kulkowym. Całość bardzo sztywna. Chociaż to też już pewien znak rozpoznawczy Classików/Univerów w wersji Henkei, że ich stawy są czasami aż ... za sztywne.

Przy pozowaniu należy zwrócić uwagę na te panele znajdujące się na barkach i przedramionach. Czasami mogą dostać się tam gdzie nie powinny i utrudnić nam pozowanie naszego plastikowego herosa.

Uważaj, jeden fałszywy ruch i po tobie - zdaje się mówić Astro.



Uważajmy na te panele znajdujące się na barkach. A w sumie na stawy skrywające się wewnątrz. Pamiętam jak w moim białym Astro bardzo szybko się one poluzowały i niemożnością było aby Astro utrzymał ramiona w lekkim rozchyleniu. Niestety, pod wpływem ciężaru przedramion ramiona bezwładnie mu opadały. Całe szczęście nie jest to problemem w przypadku wersji Henkei. Wynika to po prostu ze zwiększonej ogólnej sztywności wszystkich stawów w porównaniu do wersji Hasbro.

Gdy tylko porównacie tą twarz z wersją Hasbro przekonacie się jak wiele znaczy odrobina farby zamiast 'gołego' plastiku. W tej buźce można się zakochać. Tym bardziej, że jest to jedna z lepiej 'wyrzeźbionych' twarzy jakie widziałem. W prostocie skrywa się piękno. Ale żeby nie było zbyt słodko, widać niestety drobniutkie niedoróbki. Istnieje spora szansa, że w realu i tak byście ich nie zauważyli.:)
PODSUMOWANIE
Fajny tryb wahadłowca, mocno średni tryb pociągu, żeby nie powiedzieć że naciągany, i naprawdę udany robot mode. Nie jest idealny, ale na pewno jest mu o wiele bliżej do ideału aniżeli drugiemu z trój-zmiennych, który również pochodzi z tej samej linii, a więc Tankorowi, którego też kiedyś wam przedstawię. Pozowalność stoi na przyzwoitym poziomie, dobra sztywność stawów, super kolory. Astro jest na pewno cennym dodatkiem do naszych kolekcji. Mogę go polecać z czystym sumieniem.
Galerię stworzył MeewasH
KONIEC