Panie i Panowie..przed Wami przedstawiciel jednej z najbardziej innowacyjnych podgrup robotów w historii Transformers. Podgrupy zwanej Illuminatorami, na cześć niesamowitych jak na czasy w których powstali możliwości technicznych oraz niekonwencjonalnych, łamiących główne zasady serii projektów. Wkrótce poznacie resztę członków tego oddziału, teraz jednak skupmy się na pierwszym z nich. Imię jego to Volt. Tak samo jak trzej pozostali wojownicy w grupie, transformuje się w samochód typu Hot Rod. I tu mamy pierwszy przykład łamania zasad serii.
Do tej pory większość Transformerów miała transformacje pasujące do otoczenia, ale mimo wszystko nowoczesne jak na swoje czasy. Illuminatorzy zerwali z tym trendem, bo ich sportowe tryby pojazdów nie należą do roadsterów, które można było spotkać w latach 90-tych. Zamiast tego, Ci panowie transformują się w pojazdy, które były modne...w latach 60-tych. Klimat tamtych czasów bije od tych Tfów z dużą mocą, a Volt jest tego dowodem.
Czerwona karoseria z wymalowanymi złotymi płomieniami na bokach i dachu. Pseudo-chromowane kołpaki z nietypowymi wzorem. Dodajmy do tego mocno przerobiony silnik z wystającymi cylindrami i sporym wlotem powietrza przed nimi i już otrzymujemy klimat szalonych lat 60-tych w pigułce. Jednym taka konstrukcja u Transformera na pewno nie przypadnie do gustu, ale dla mnie takie podejście do sprawy jest wręcz genialne.
Od przodu też widać wpływ dawnych trendów. Nietypowo wykonany przód pojazdu, z dwoma niby kolcami po bokach prostego, pseudo-chromowanego grilla silnika. A tuż przed nim para świateł na stelażu wspartym o przednie błotniki auta (swoją drogą błotniki też nietypowo wymodelowane, przeciągnięte bardziej niż potrzeba). Ogólnie wygląda to trochę jak limuzyna ekscentryka-maniaka prędkości.
Przybliżenie na opisywaną już nadbudówkę wystającą z maski samochodu (oraz niewątpliwie nieco zasłaniającą widok kierowcy). Zwróćcie uwagę na fakt, że wlot powietrza jest z przeźroczystego plastiku. A także na to małe "cuś" tuż przed nią. Jest to element o tyle ważny, że ma spory wpływ na wlot za nim... zaintrygowałem Was (czytelnicy: NIEEEEE) ? To zapraszam dalej, czas poznać, skąd się wzięła nazwa Illuminators :D
Otóż drogie dzieci, gdy wciśnie się to "cuś" przed wlotem powietrza, ten ostatni zaczyna intensywnie świecić na czerwono. Na tym właśnie polega patent związany z tą podgrupą- to jeden z dwóch jak do tej pory przypadków w historii TF, że zamontowano układ elektryczny w figurce mniejszej od Mega. I to jest właśnie piękne, dziś by takie numery nie przeszły, bo klasy cenowe z z góry określonym budżetem dokładnie wyznaczają maksymalne zaawansowanie techniczne figurek- a Deluxe i mniejsze byłyby za drogie, gdyby im montowano elektrykę. Jak dobrze, że w G2 klas jeszcze nie było i takie ograniczenia nie spowijały umysłów projektantów.
A tu porównanie wielkościowe wszystkich czterech robotów z podgrupy :) Jak widać, cała zgraja jest fajna i stylowa i dlatego warto było zainwestować we wszystkie cztery kiedy ich były właściciel je wystawił na Allegro >:D
Po transformacji. Była prosta, ale skuteczna. Mało tego, stoi przed wami protoplasta wielu znacznie nowszych Tfów, które chętnie korzystają z mniej lub bardziej przerobionych wariacji tego schematu transformacji....te rymy nie były zamierzone... Trudno powiedzieć o Volcie jako robocie "wypasionym" (przepraszam, nie przepadam za ziomalskimi określeniami, stąd cudzysłowy). Jest prosty i schludny, co jest zaletą- mimo niekonwencjonalego trybu pojazdu, ma swego rodzaju umiar w formie robota.. a tak na serio to w G2 nie było jeszcze robotów z tak skrajnie modelowanymi częściami jak dziś.
Warto zaznaczyć- Volt jest tylko pozornie stabilnym robotem- ciężar modułu z elektryką robi swoje, do tego kłopotliwe są puste w środku nogi, które bez wewnętrznych krawędzi nie dają stabilności w pozycji innej niż stanie "na baczność". Ok, na moich zdjęciach nie będzie się to aż tak rzucało w oczy, ale ja znam sprytną sztuczkę zwaną "opieraj-robota-o-ścianę-i-usuń-tło-żeby-nie-było-tego-widać". Gdy i wy ją opanujecie, roboty o podobnej konstrukcji zyskają wiele nowych możliwości w kwestiach ustawiania na półce.
Przyjrzyjmy się głowie. Ciekawie zbudowana, sporo detali i wystających części, do tego spory wizjer zasłaniający oczy...których z tyłu jednak niema, bo to wizjer nimi jest- G2 to pierwsza seria, w której z tyłu głowy był odsłonięty plastik, z którego wykonano oczy. W ten sposób, stawiając robota po światło odnosiło się wrażenie, że oczy świecą.
Panowie, bez skojarzeń. Owszem, pokazuje to by pokazać, czym Volt może się pochwalić, ale to nie to o czym myślicie. Chodzi o samą konstrukcję bioder i krocza- Illuminatorzy byli pionierami tak powszechnych obecnie stawów kulkowych. I choć nie są pierwszą podgrupą, która je wykorzystuje, to jako pierwsza używa ich w nogach. Żeby było śmieszniej, widać było, że to pierwsza taka próba- kulki są z metalu który nie daje najlepszego oporu w kontakcie z plastikiem- nogi chodzą załatwo i to inny problem z pozowaniem tych gości. Do tego krocze jest połączone z resztą ciała gumką, która daje tych Tfom niesamowity zakres ruchu jak na tę część ciała.
Mimo pewnych wad, taka budowa daje ogromną pozowalność jak na robota tych rozmiarów (oczywiście nie da się tego porównać z figurkami klasy Hybrid Style, ale 12 lat temu nikomu by nie przyszło do głowy, że THS w ogóle jest wykonalny.)
Prezentuj broń. Cechą szczególną Illuminatorów jest to, że jako jedna z nielicznych podgrup TF używa tylko i wyłącznie broni białej. U Volta jest to niemal klasyczny miecz (poza nieco zmodyfikowaną gardą). Jest to pomysł bardzo ciekawy i jednocześnie od razu określający styl walki tych panów- szybkie zbliżenie się do celu i zadanie mu zestawu bolesnych cięć pancerza... Zaraz, zaraz. Miecz jest przeźroczysty... Tak, o to mi właśnie chodzi.
Gdy podniesiemy moduł z elektryką okaże się, że pod spodem znajduje się mocno skręcony kabel.
Mało tego, kabel da się wyjąć. Jego koniec zawiera czerwoną diodę, która w trybie pojazdu podświetlała wlot powietrza do silnika. Chyba już rozumiecie skąd nazwa Illuminators, co?
Diodę można wsadzić od spodu w rękę trzymającą miecz. Efekt jest bardzo ciekawy...
Bo oto przed nami staje dosłownie świetlny wojownik. Podobne rozwiązanie widzieliście zapewne przy Road Rockecie i nic dziwnego- to ten sam system. Efekt robi wrażenie, choć ma tą wadę, że aby broń Volta świeciła, trzeba cały czas trzymać przycisk na jego plecach. A ponieważ jest mały, szybko się wpija w palec...Ale to niewielka cena za oglądanie tego na żywo, bo wygląda zdecydowanie lepiej i fajniej.