
Przynależność:Autoboty
Rok wydania:1992
Producent:Hasbro
Czasem jest tak, że naprawdę niepozorne i zwyczajnie proste zabawki dają człowiekowi dużo radości, zwłaszcza, jeśli je wreszcie zdobędzie. Bo umówmy się, zdobycie figurek mających charakter europejskich wydań eksluzywnych nie jest łatwą sprawą, nawet jeśli mieszka się w Europie.

Rescue Force to zestaw czterech pojazdów ratunkowych, sprzedawanych oddzielnie w ramach europejskiej podlinii kończącej dzieje G1. Opisuję je razem, bo tak zwyczajnie jest wydajniej, a figurki mają pewien stopień wzajemnej interakcji, którego się zwyczajnie nie uchwyci patrząc na nich z osobna. Umm... to nie do końca wygląda jak oddział ratunkowy, co? Powód jest prosty. Oryginalnie, to nie był nawet zespół ratunkowy, tylko elitarny oddział bojowy Decepticonów z japońskiego rozwinięcia G1 o nazwie TF Victory. Breast Force, bo tak się nasi źli wojacy nazywali, zmieniali się w ciężki sprzęt bojowy i posiadali też osobliwy rodzaj Targetmasterów... ale był to japoński exclusive, więc wiecie. I wtedy wkroczyło Hasbro, włączając część tej grupy do swojego programu. Oczywiście, czym byłoby Hasbro, gdyby nie pozwoliło sobie na ciężką modyfikację tych zabawek przy okazji ich przenoszenia na nasz rynek :P
Będę opisywał każdego pana z osobna, ale zjednoczą siły przy jakże spektakularnym finale...
Ok, zanim zacznę pisać o tych panach, jedna uwaga. Hasbro z tylko sobie znanych powodów nigdy nie nadało tym robotom indywidualnych imion, wszystkie mały na pudełkach tylko wspólny napis Rescue Force. Co daje fanowi trzy opcje. 1. Może używać japońskich imion przewidzianych dla tych postaci. 2. Może traktować ich jako anonimy i wołać na każdego per Anonimowy (tu pada kolor robota)Rescue Force! 3. I tego ja się trzymam, czyli nadawanie postaciom własnych imion. W rezultacie w nazwach "rozdziałów" galerii najpierw widzicie nazwę japońską, a potem moją.

Twinpipe to intensywnie niebieska hybryda wyścigówki pustynnej i podwójnej armatki wodnej, przez co robi za miejscowy wóz strażacki. Prosty, ale ładny i funkcjonalny tryb pojazdu, posiadający do tego te czarno-żółte pasy charakterystyczne dla całej podgrupy.

Tył jest nieco mniej okazały, bo w większości składa się na niego ten wielgaśny zbiornik z wodą. Jeśli to oczywiście jest zbiornikiem, co wcale nie jest powiedziane.

A oto armatki wodne. Małe, ale ładne, zakładam, że mogą też służyć jako broń energetyczna (przynajmniej tak się zachowują w trybie robota). Ciekawostką, której nie rozumiem, jest istnienie dwóch wersji kolorystycznych tej broni. Oprócz tego co widzicie powyżej, istnieje również szara wersja. W wersji Victory armatki były zastąpione czterema rakietami, gdyż Jaruga zmieniał się w małą wyrzutnię rakiet.

Osobliwą funkcją armatek jest montaż w okrągłych bolcach na bokach ich pierwotnych gniazd, co pozwala im na ruch w pionie i działanie jako działka energetyczne w trybie pojazdu. Lubię ten pojazd, bardzo mi odpowiadają jego kolory i w starych katalogach TF to właśnie on najbardziej zwracał moją uwagę z całej podgrupy.

Tak wiem, nie rozpisuję się za bardzo, ale to G1, bez pozowalności i czterdziestu bajerów na krzyż nie da się o nich wiele pisać bez lania wody. Wracając do tematu. Po transformacji tak prostej, że ją sobie darowałem uzyskujemy takiego oto robota. Będę szczery, to bardzo prosty mech i fanów nowszych serii może ta prostota odrzucać, co naukowo udowodniłem wysłuchując narzekań tych wszystkich szkrabów, co to znajomość TF zaczynały od Armady (co biorąc pod uwagę wygląd większości zabawek z Armady zupełnie nie usprawiedliwia ich niechęci do G1) i późniejszych serii. Swóją drogą, zwracam uwagę na korpus robota. Ten środkowy element jest na sprężynie i może się zapadać do środka figurki. Jaruga w tym miejscu miał gniazdo na swojego Targetmastera (który zamontowany w tym miejscu robił za ozdobę klaty), Hasbro go usunęło zapominając o zamaskowaniu zaczepu. Innych rzeczy też zapomnieli usunąć, ale potem o tym powiem.

Tył wręcz bardzo prosty. nikomu tu nie chodziło o pokazanie detali robota, zwyczajnie rozłożony alt mode. Ta sytuacja powtarza się w każdym robocie z tej podgrupy.

Głowy w Rescue Force są bardzo ciekawe, każdy członek Breast Force (a było ich w sumie sześciu), posiadał swojego zwierzęcego patrona, którego można było zidentyfikować po głowie. U Twinpipe'a jest to coś, co wygląda jak tygrys, ale pewności nie mam. Inną zabawną sprawą w tej podgrupie są twarze robotów w całości pokolorowane jedną farbką... i wygląda to naprawdę ładnie i adekwatnie.

Twinpipe gotowy do ustrzelenia Tych Złych.

A tu mamy dowód, dlaczego nacierając na Autobota, Decepticon powinien patrzeć pod nogi... i najlepiej także na nogi swojego przeciwnika... ponieważ rakiety Jarugi nie miały uchwytów dla rąk, tu właśnie podwieszona była jego broń w formie robota. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak sobie radził z celowaniem w biegu...

Minedriver to, jak pewnie widać, wielki, żółty świder samobieżny. Na szczęście jego skośnooka wersja też się w to zmieniała (nawet nie chcę sobie wyobrażać jak Hasbro mogłoby przerobić taki alt mode... dobrze, że kiedy wydawali tych panów Monster Garage jeszcze nie istniało), więc jedyne co w nim zmieniono to kolory, moim zdaniem znacznie lepsze niż w Victory, i broń.

Tył. Powiem tylko, że Minedriver posiada chyba najlepsze detale z grupy, futurystyczne i zwyczajnie ładne. Przywodzą mi na myśli zabawki konstrukcyjne z systemu Multimax...ech... Multimax, to były czasy.

No patrzcie, gdyby usunąć broń z gniazd, mielibyśmy całkiem opływowy pojazd... co biorąc pod uwagę jego zadanie wwiercania się litą skałę gdzie nie ma zbyt wiele miejsca na wystające radary itp ma jakiś tam sens. Więc nikomu na pewno nie przeszkadza dodanie naszemu robotowi tych dwóch nadbudówek z tyłu, wyraźnie wystających ponad resztę konstrukcji... zaraz, o czym to ja mówiłem?

Sama broń też jest ciekawa, wyglądająca jak dwa miniaturowe wiertła, z tymi zwieńczeniami przypominającymi zabezpieczenia przed sadomasochistycznumi 5-latkami, o których wspominałem w galerii Vectora... na co to komu, przy ich niewielkiej powierzchni w przypadku uderzenia punktowego i tak zrobią swoje...

Najfajnieszje jest to, że ponieważ gniazda to tak naprawdę ręce Minedrivera, możemy uzyskać efekt podnoszonych, obracanych pistoletów. I tak, Minedriver to jedyny pan z tej podgrupy, który może się transformować z założoną bronią.

Tryb robota, być może z powodu braku naklejek, wydaje się jeszcze prostszy niż w przypadku Twinpipe'a, ale nadal jest dobry. Widać głowę, ręce i nogi. Jak na G1, zdaje to egzamin. Trochę razi ta wyrwa w klacie będąca pozostałością po Targetmasterze Drillhorna, ale co się poradzi...dosyć łatwo mogę sobie wyobrazić tą rozmowę szefów marketingu o usunięciu tej funkcji. "- A więc, co dziś mamy na tapecie, Charlie?- Przeniesienie Takarowskiej podgrupy Breast Force z TF Victory do europejskiej podlinii Transformers. Najpier..- Zaraz, Breast Force? Co to ma być?- Emm.. nazwa wzięła się od specjalnego typu broni montowanego na piersiach każdego robota z tej grupy...- broń NA PIERSIACH?? Charlie, nasz rynek docelowy ma 5-9 lat, 'piersi' to słowo-tabu! Nasi odbiorcy mają myśleć o dwóch frakcjach robotów, które chcą się wzajemnie zatłuc na śmierć, nie mogą myśleć o PIERSIACH w tak młodym wieku... to by tylko sprowokowało Mattela do wydania tej nowej serii Barbie, którą nam ostatnio grozili...- Wspominałem, że ta broń może się transformować w zwierzęta-drony?- Piersi zmieniające się w broń i jeszcze zwierzęta?? To nieetyczne! To niemoralne! Poza tym wszystkie Transformery to faceci, nie mogą mieć wybajerzonych piersi!! -Chyba zapomina pan o Arcee, Chromii...- Nie mieszaj do tego nie wydanych postaci! Nie pozwolę na takie bezeceństwa! Wywalić w diabły tą funkcję!".

Tył może nie wygląda zbyt fajnie (jak powtarzam, większość zabawek G1 jest budowana z myślą o pokazywaniu ich od przodu), ale detale z alt modu naprawdę polepszają sytuację.

Głowa Minedrivera, tym razem mająca hełm w kształcie nosorożca... przynajmniej tak to wygląda.

Z taką pozowalością trudno o lepsze pozy akcji, naprawdę.

Leozack, aka. Redtail to dowódca naszej wesołej gromadki. I żeby móc lepiej dowodzić i w ogóle patrzeć na swoich podwładnych z góry, transformuje się samolot chyba wzorowany na F-14... tak wiem, że istnieją inne samoloty ze zmienną geometrią skrzydeł, ale ten jest ulubieńcem wszystkich producentów zabawek robotów.

Bardzo mi się podoba gra kolorów na tej zabawce, budowlane paski na skrzydłach też sporo dają, choć znaki Botów są zorientowane na położenie skrzydeł w trybie robota. I co ciekawe, Redtail posiada chowane podwozie.

Broń naszego samolota jest naprawdę oryginalna, bo sama wygląda jak samolot albo jakiś statek kosmiczny. Jej położenie jest nieco dziwne, ale w wersji japońskiej gniazdo do którego się ją podczepia służyło czemuś zupełnie innemu.

Redtail w trybie transportowym.

Tryb robota jest chyba najlepszy ze wszystkich członków grupy. Pewnie dlatego, że Leozackowe gniazdo na Targetmastera nie rzuca się tu specjalnie w oczy. To i zwyczajnie przyjemny dla oka design.

Gdy patrzę na te skrzydła dochodzę do wniosku, że Redtail chyba częściowo posłużył za wzór dla Classic Jetfire'a, którego skrzydła transformują się w identyczny sposób. Tylko że tutaj nie ma "efektu motyla" generowanego u Classica przez umieszczenie jego tylnych sterów zaraz pod skrzydłami.

Patrzę na głowę i na imię oryginału, Leozack. Kurcze, ciekawe na jakim zwierzaku był wzorowany ten hełm...

Broń Redtaila ma jedną ciekawą właściwość.

Można ją mocować w ręku robota na dwa sposoby. Proste, ale daje satysfakcję :)

Ostatni z Rescue Force to nikt inny jak Zabij-Bizona albo, jak to Wallas na niego mówi, Uszczypnij-Mą-Gąsienicę. Mamy tu doczynienia z ciężkim pojazdem wyglądającym co najmniej jak czołg (alt mode Killbisona), który zamiast dział ma dwa wielgaśne chwytaki. Wiecie, po co dobijać ofiary katastrof skoro można posłać do nich Treadpinchera, który wraz z Minedriverem utorują drogę dla np. Protectobotów. Jeden wyboruje wielką dziurę pod gruzami, drugi będzie przesuwał co bardziej paskudne przeszkody na bok (na przykład gapiów, hehe)

To niesamowite, ale we wszystkich Rescue Force użyte kolory do siebie pasują wyjątkowo dobrze. Może tylko nieco rzuca się w oczy niespecjalnie pasujący do reszty pojazdu kolor chwytaków.

A co to by były za beznadziejne chwytaki, gdyby się się nie otwierały.

Połączcie to z ich podnoszeniem w pionie i obrotową wieżyczką i już możemy przekładać z boku na bok gapiów, którzy są po naszej prawicy lub lewicy (niekoniecznie politycznej), a nawet przed i nad nami! Ach, jak jak kocham postęp.

W pierwszym odruchu patrząc na ten tryb robota pomyślałem, że ktoś postanowił zrobić z Minedrivera smerfa. Ale patrząc dokładnie można zauważyć, że jest to totalnie inny robot, który tylko z daleka przypomina Mine'a w kolorach "przekąska dla Gargamela". Treadpincher jest ładny, naklejki naprawdę bardzo dużo mu dają. Trochę mnie denerwują jego fabrycznie wygięte do przodu ramiona, ale to pewnie żeby łatwiej było go stawiać z bronią.

Tył to nic innego jak postawiony pionowo rozłożony czołg. Od tyłu Tread wygląda jakby miał lekką nadwagę. Ach te złudzenia optyczne.

No proszę, pierwsza twarz z face platem. Jego głowa prawdpodobnie jest wzorowana na bizonie, choć ten pasek między oczami zwierzaka wygląda jak czoło pancernika ^^

Chwytaki z pojazdu mogą być używane jako broń krótkiego zasięgu, działającą niczym Zbrojne Ramię z Wheled Warriors. Kłopot w tym, że większość Decepticonów preferuje broń strzelającą, która może zrobić z Treadpinchera sito bez konieczności podchodzenia do niego na odległość mniejszą niż 50 metrów :P

Skończyliśmy przegląd poszczególnych figurek. Czas na zdjęcie grupowe. W trybie robotów wyglądają razem bardzo dobrze :)

W trybach pojazdu już nieco mniej widać ten wspólny motyw podgrupy, pewnie dlatego je wyposażyli w te czarno-żółte paski. Z drugiej strony widywałem już dziwniejsze składowo podgrupy. Poza tym różnorodna podgrupa to podgrupa z większymi szansami na przeżycie w walce. Jak to mawiała czasem Major z Ghost In The Shell, nadmierna specjalizacja prowadzi do przyśpieszonego zgonu.
Ale Rescue Force ma jeszcze jednego asa w rękawie. Powiedzmy.

W TF Victory Breast Force posiadało jeszcze jedną unikalną zdolność. Razem tworzyli większego robota, Lio Kaisera. A Hasbro jakoś zapomniało (a raczej nie chciało im się) usunąć tej funkcji z naszych robotów przy ich przenoszeniu na rynek europejski...

W rezultacie dostajemy do dyspozycji obie nogi i korpus Lio Kaisera... niestety, dwa pozostałe roboty z Breast Force, które formowały ramiona, Hellbat i Gaihawk, tylko z Hasbro znanego powodu nie dostały się do nas. Rezultat: spartaczenie jednego z najlepiej zaprojektowanych gestaltów w historii TF i pierwszego podejścia do zespołu nie potrzebującego żadnych akcesoriów by osiągnąć tryb połączony. A tak to mamy takie coś... chodzi gestalt koło drogi, nie ma ręki ani głowy.... to smutne...
Podsumowując, samodzielnie i bez przeszłości, te figurki są naprawdę sympatyczne. Kłopoty zaczynają się gdy ktoś się dowie o istnieniu Breast Force, które posiadał znacznie większe możliwości przy bardzo niewielkich modyfikacjach. No, ale żyjemy w Europie i jak się nie ma co się lubi, to się lubi Rescue Force. I tak są fajni, na półkę nadają się w sam raz :)

KONIEC