ENERGON LANDMINE
Przynależność: Autobot
Klasa: Ultra
Transformacja: Opancerzony wóz rozbiórkowy
Rok wydania: 2004
Producent: Hasbro
TRYB POJAZDU
Tak wygląda Landmine zaraz po wyjęciu z pudełka. Jak widać, w tym modelu dominują pomarańcz, czerń i srebro, z szarymi i niebieskimi wstawkami. Dosyć nietypowe zgranie kolorów, ale jak ulał pasuje do tego robota. Z wyglądu jest to jednostka związana z placem budowlanym, choć ogólne wrażenie nastawia nas na kontakt z czymś, co robi inwersję tworzenia. Doskonale podkreślają to masywne gąsienice z tyłu maszyny, oraz coś, co wygląda jak ćwiekowany na dole pług, w sam raz nadający się do taranowania i zmiatania na bok potencjalnych przeszkód. Oczywiście, nie można tego porównywać do czołgu czy innych maszyn wojskowych, ale i tak jest to jeden z nielicznych Autobotów Energonu, w których widać od razu przystosowanie do szerzenia destrukcji.
Wspomniałem o pługu zamontowanym z przodu... Oto i on. Na tle całego modelu jest jednym z większych elementów i zajmuje całą szerokość pojazdu, jest nawet o kilka milimetrów szerszy. Stanowi dla Landmine'a idealny zderzak. Wystylizowany na bardzo odporny, z dużą ilością detali odpowiednich dla takiego elementu. Ba, widać smugi zdrapanego lakieru w dolnej części, co sugeruje, że Landmine często atakował techniką "na czołowe". Jeśli dodać do tego obecność małych szpikulców w przedniej części zderzaka, to niemal na pewno przeciwnik odczuwał taki atak bardziej niż nasz Autobot. Hehe, uwielbiam tak spekulować :) Drugie zdjęcie ma na celu pokazać, że Landmine posiada kabinę dla kierowcy i pasażera- są dwa siedzenia, z tyłu mała przestrzeń na ekwipunek lub bagaż...Szkoda, że w serialu takich rzeczy nie wykorzystują... Połowa Transformerów zdolna do przewozu ludzi w ogóle nam tego nie pokazuje...
Równie interesująca jest tylna część pojazdu. Widać tu główny napęd Maszyny- dwie potężne gąsienice, osłonięte od tyły swego rodzaju zderzakiem. Osłony są również nad gąsienicami. Widać przy nich bardzo ładne rury wydechowe, pełne sympatycznych detali (jak cała ta maszyna zresztą). Dwa kolejne istotne elementy tyłu to ustawiony bokiem karabin strzelający w lewo, choć jego głównym zastosowaniem jest bycie podpórką dla masywnego dźwigu znajdującego się na obrotowym stanowisku. Pokryty kolorowymi detalami i zakończony hakiem nieco mija się z założeniami Landmine'a, ale być może również można go wykorzystywać do destruktywnych celów. Trzeba też dodać, że na jego bokach zamontowano po jednym gnieździe dla Mini-conów, choć są one nieaktywne.
Podstawowym atutem tego dźwigu jest to, że hak można wyciągnąć- zamocowano go na około 12 centymetrowej lince, więc można go podczepić pod inne pojazdy. Dodatkowo, dźwig posiada przycisk ściągający linkę z powrotem, więc istnieje możliwość częściowego podniesienia i holowania innych Transformerów, jak choćby Strongarma. Wciąganiu liny towarzyszy dźwięk, ale bardziej przypomina mi suszarkę niż cofający się bęben z liną.... Druga fotka pokazuje profil tej maszyny. Nie można powiedzieć, żeby miała jednolity kształt i wygląd, ale zaliczyłbym to raczej na plus :)
Kolejnym ciekawym aspektem Landmine'a jest to, że można go rozłączyć na dwie niezależne jednostki. Zacznijmy jednak od tej ważniejszej :)
Jednostka główna to nic innego jak właściwy Landmine. Teraz pozbył się naczepy i stanowi w miarę zgrabny wóz opancerzony, który nadal posiada charakterystyczny pług. Po separacji od naczepy pojazd ten zyskał pozory pojazdu wyścigowego, co potwierdza start Autobota w wielkim wyścigu samochodowym z odcinka "Crash Course". I mówiąc szczerze, teraz ten pojazd jest naprawdę ładny. Stracił swoją pierwotną toporność, zyskał dwa tylne koła i już przed nami stoi przyjemny dla oka Transformer. Ponownie dużo dają rury wydechowe, które teraz znajdują się z tyłu maszyny, a nie jak wcześniej, w jej środowej części.
Z boku ten pojazd wydaje się znajomy, choć wcześniej nie było widać tyłu pojazdu, zasłoniętego przez masywne gąsienice. Tylne koła mają bardzo ładne kołpaki, wzorem przypominające przysłony w obiektywach aparatu.
TRANSFORMACJA
TRYB ROBOTA
Po transformacji otrzymujemy robota klasy Mega, którego widać u góry. Najbardziej rzuca się w oczy brak pługu, który rozłączył się w stopy i osłonę, mówiąc fachowo, krocza ^^ Robot ten we właściwej formie wygląda nieźle, uroku dodają mu między innymi rury wydechowe, teraz służące za ozdoby ramion. Wyznam, że kolorystyka tego Tfa, jak i właśnie ozdoby ramion sprawiają, że ten robot przypomina mi wyglądem... Indianina. Nie wiem, czy Wy też macie takie wrażenie, ale u mnie ono nie mija, tak jak wygląd Mirage'a od razu przywodzący na myśl francuskich arystokratów z czasów Robespierra.
Teraz zajmę się głową, która jest jednym z ciekawszych elementów formy robota. Pomijam kolor twarzy, który też mi się kojarzy (Indianie często byli określani mianem czerwonoskórych). Na czubku głowy znajduje się przeźroczysto-żółta wypustka, część większej masy plastiku, który pozwala oczom robota świecić, jeśli jest on podstawiony pod światło. W czasach Energonu mało który TF z tego korzysta, co dobrze świadczy o Landminie. Ale co jest w głowie najciekawsze to górna partia twarzy. Jest osłonięta jakby zupełnie nie przylegającym wizjerem. Jeśli przypatrzeć się dobrze, widać za nią prawdziwą twarz Landmine'a. To miły dodatek, choć byłbym wielce zadowolony, gdyby wizjer był podnoszony, jak u Scorponoka, bo twarz wydaje się świetnie wymodelowana. Cóż, projektanci pewnie uznali, że z wizjerem będzie ciekawiej wyglądać. Co nie znaczy ładniej...
Nogi pokazują, co się stało z bokami pługa. Teraz, jego elementy występujące jako stopy, dodały temu robotowi pozowalności. Niewiele tego w Energonie, co by stopkami na boki mogło machać, nawet kosztem ich wychyłu w górę i w dół :) Ale dzięki temu pozowalność tego robota się zwiększa, co zdjęcie numer dwa pokazuje nieźle.
Zbliżenie na klatę Landmine'a. Dwa istotne elementy, to ładnie zrobione logo Autobotów oraz gniazdo na gwiazdę energonową. Chyba nie bardzo jest co opisywać, bo Polacy nie gęsi i oczy do patrzenia mają...Ok., poza tym drugim zdjęciem i nieco dziwacznej pozy, jaką przybrał Landmine... ale tak to jest, gdy starasz się, by coś wyglądało groźnie...
Czas przeanalizować drugi moduł- naczepę. Cóż, zawiera ona to, czego sam Landmine się pozbył po rozłączeniu(łoł, jak on to wywnioskował...). Mamy tu dźwig, działko, gąsienice... słowem materiały, z których można zrobić idealne stanowisko ogniowe, co naczepa faktycznie potrafi, a co widać powyżej.
Jak widać, właściwe zastosowanie działka objawia się dopiero po transformacji. Działko ma niezły zasięg, jakieś pół metra, co jak na jego rozmiary (ok. 6 cm). Co mnie cieszy, spust jest dobrze dokręcony, dzięki czemu nie wypala przy najmniejszym muśnięciu (strasznie mnie to denerwuje, a tak ma choćby RID Ultra Magnus). A obok porównanie wielkości między stanowiskiem, a jego potencjalnym użytkownikiem. Niezłe, ale nie przebije to kombinacji RID Prime/jego baza, gdzie w porywach stanowisko ogniowe może być ponad trzy razy wyższe od operatora :P
BRUTE MODE
Hehe, ten tryb to jeden z głównych atutów tego modelu. Wykorzystuje wszystkie części tego robota, łącząc samego Landmine'a z naczepą, która rozłączyła się na trzy części- plecy i dwie potężne łapy. Teraz Landmine w pełni zasługuje na klasę Ultra... chociaż, czy ja wiem... osobiście raczej go nie lubię w tej formie i kiedy chodzi o funkcje reprezentacyjne, trzymam go w trybie Mega. Bo powiedzmy szczerze, w tej postaci Landmine jest dosyć toporny, a wielgaśne łapy odbierają mu pozowalność, przynajmniej w takim stopniu, by dało się go ciekawie postawić...
Kolejnym kłopotliwym aspektem tego trybu jest umieszczenie głowy między młotem a kowadłem...raczej między dźwigiem a działkiem, co znacznie ogranicza jej zdolność patrzenia na boki... Z kolei pazury, które kończą łapy są ciekawe, również posiadają kilku kolorowy lakier sugerujący obdrapanie. Co prawda są tylko dwa i nie posiadają przeciwstawnego kciuka, ale pewnie autorom nie chciało się podwyższać kosztów produkcji...
Tutaj widać serce elektroniczne Landmine'a. Jest tu taki ładny przycisk, który po naciśnięciu uruchamia dźwięk salwy z działka. A, do tej pory nie wspomniałem, że po podłączeniu plecaka do pleców Landmine'a słyszymy odgłos klasycznej transformacji z G1. A druga fota to nieudolna próba sensownego wypozowania Brute Modu...Nie, nie twierdzę, że bajeranckie ułożenie Autobota w tym trybie jest awykonalne (zerknijcie na fotkę, jaką zrobiłem dla Hasbro), ale jest to dosyć trudne i wymaga idealnego wyczucia tego robota. A na koniec, jak to wygląda, gdy Landmine spotka Scorponoka.
KONIEC
Kolejny robot dostany od Hasbro do opisów, choć w przeciwieństwie do innych modeli z tej paki, na tym naprawdę mi zależało. Dosłownie, miałem okres kiedy szalałem na punkcie tego robota i strasznie zazdrościłem koledze, że tata mu go przywiózł ze Stanów. A teraz mi jakby trochę minęło. Oczywiście, nadal uważam go za robota godnego uwagi, mimo pewnych wad wykończeniowych (Brute Mode),zwłaszcza jeśli chodzi o ilość trybów, jaką oferuje :)
Powrót do strony głównej