CLASSIC STARSCREAM
Przynależność: Decepticon
Klasa: Deluxe
Transformacja: Myśliwiec typu F-15 Eagle
Rok wydania: 2006
Producent: Hasbro
TRYB POJAZDU
Classics to z założenia seria, która przedstawia postacie z kultowego G1 w nowych, ulepszonych (lub momentami po prostu nieco świeższych) formach. W Polsce przykładami na to byli Prime i Megatron. Natomiast ja wam dziś przedstawię przykład w postaci niedostępnego w Polsce Starscreama (oby jeszcze tylko chwilowo). Zaczynamy?
Zacznijmy od podstaw. Starscream to jak na razie jeden z nielicznych Classic TFów, który zachował swój alt mode z 84-ego roku, czyli słynny myśliwiec Lockheed Martin F-15 Eagle. Jestem też gotów zaryzykować stwierdzeniem, że Starscream (oraz inne roboty z tej serii oparte na jego projekcie) ze wszystkich Classiców przeszedł najmniej modyfikacji w stosunku do oryginału, co nie znaczy, że łatwo go pomylić z G1. Zapobiega temu nowy, bardzo ładny zresztą, układ kolorów na poszyciu oraz kilka innych poprawek, o których powiem zaraz.
Ale wcześniej to co lubię najbardziej, czyli atak detali. Po pierwsze, kokpit. Jest wykonany podobnie jak u wszystkich opartych na G1 Starscreamów (no, może poza wersją Robotmasters). Przeźroczysty, żółty plastik ze zrebrną podziałką na fragmenty owiewki, widoczne siedzenie pilota oraz deska rozdzielcza samolotu. Normalka, choć miła normalka.
Rzeczą, która mi się w Classicach szalenie podoba jest powrót do stosowania znaków cieplnych zamiast standardowej naklejki z logiem Autobotów i Decepticonów. Ten jakże miły i fajny element był montowany w każdym TFie wydanym w latach 84-88 (przestano to stosować dopiero przy produkcji Action Masterów). Idea polegała na tym, że w G1 odróżnienie standardowego pojazdu od Transformera (teoretycznie, rzecz jasna i do tego głównie w sensie fabuły) miało być mocno utrudnione. Zadanie miało być jeszcze większym wyzwaniem, ponieważ jeśli już się w maszynie rozpoznało robota, to nie można było od razu określić, czy to Autobot czy Decepticon. I to dzięki właśnie znakom cieplnym, które ujawniały przynależność robota dopiero po potarciu ich palcem (temperatura palucha nadaję barwę czarnemu do tej pory rysunkowi). Dodam, że ja znaku Stara nie pocierałem- po prostu temperatura jaka panuje w moim foto-kąciku przy włączonym oświetleniu nagrzewa znak cieplny indukcyjnie i dlatego znak Decepticonów będzie widoczny na wszystkich kolejnych zdjęciach.
Dysze silników też są zrobione jak należy. Jak na Deluxe'a, bardzo dobrze wykonane.
Rzut z boku. Poza nieco bardziej wystającym niż u normalnego samolotu dołem (na tym niebieskim z przodu wyraźnie zaznaczona jest linia spodu standardowego F-15). Star jest bardzo dobrze wymodelowany jako samolot i w przeciwieństwie o swoich niektórych wcieleń, to jest naprawdę opływową maszyną, co dla mnie stanowi plus (w ogóle bardzo sobie cenię fakt, że jak na razie tylko Starscream, Thundercracker i Skywarp mają istniejące transformacje). Tu widać też zamontowane pod skrzydłami uzbrojenie, które dokładniej omówię przy trybie robota.
Tu jeszcze jedno zdjęcie myśliwca ze zdjętym uzbrojeniem. Ale W przypadku Starscreama wygląda to teraz trochę obco...
Przy całej fajności Starscreama, są trzy rzeczy, które mnie naprawdę wkurzają. Oto pierwsza z nich. Widzicie te małe kółka na spodzie? To z założenia ma być podwozie myśliwca. Mi wygląda na nie, nie? Mi też nie (tylne, wbudowane na stałe w niebieskie koła z tyłu też nie), ale projektanci usprawiedliwiają to zmodyfikowaną transformacją do formy robota. Może i jest w tym nieco racji, ale znam możliwości tych projektantów i wiem, że gdyby chcieli, nawet z tą poprawioną przemianą zrobiliby normalne, wysuwane z pod kokpitu podwozie. A tak jedna jedyna wada trybu pojazdu...
TRANSFORMACJA
TRYB ROBOTA
Kto choć raz widział G1 Starscreama od razu zauważył interesujące poprawki, jakie projektanci wprowadzili do transformacji tego robota. Mi osobiście ta zmiana w przemianie ramion i klatki piersiowej całkiem przypadła do gustu...odnoszę też wrażenie, że ten robot był szykowany w tym samym czasie co Masterpiece Starscream- transformacja ramion jest bardzo podobna. ..Hmm, a może tak coś o powyższym robocie powiem... Muszę przyznać to: w trybie robota Starscream mi się bardzo podoba. Nie jest idealnie (o tym zaraz), ale ogólne wrażenie jest bardzo przyjemne. Dobrze dobrane proporcje ciała, kolory... Naprawdę sympatycznie, i do tego od razu można tego robota wyobrazić sobie jako rozwojówkę G1.
O tyle nie jestem w stanie powiedzieć za wiele...powiedzmy po prostu, że jest do przyjęcia dla fana, który lubi trzymać roboty przodem do widza^^
Czas na twarz. O ile do samego hełmu nie mogę się przyczepić, bo jest dobrze zrobiony, o tyle twarzy już nie daruję. Wada 2/3. Co z tego, że Star ma adekwatnie do jego charakteru wymodelowaną buźkę, skoro z odległości większej niż 15 cm dla widza nie jest niczym innym jak szarą bezkształtną masą? Słowo daję, tak to jest, gdy zamiast malować twarz robota srebrnym lakierem, jak to się zazwyczaj robi, zostawia się ją bez pokrycia... ten szary plastik może i pasuje do ciała, ale do twarzy już zupełnie nie, bo normalnie nic nie widać... duży błąd, Hasbro :/ Do tego głowa ma ograniczony zakres ruchu, bo z tyłu wystaje zakończenie dzioba...ale to akurat jest bolączką wszystkich Starów poza Masterpiece (cały czas mówię o tych bazowanych na G1).
Nogi są zrobione podobnie jak u Robotmaster Starscreama, z tym że dodano trochę żółtego na kolanach (zapewne ma współgrać z kolorem kokpitu w klatce piersiowej) oraz dodano im staw obrotu poziomego tuż pod zgięciem nogi. Zawsze coś, choć jak pewnie wiecie z poprzednich galerii, znacznie bardziej mi odpowiada, gdy te stawy są powyżej zgięcia. Ale tak jak jest teraz też nie jest źle :)
Tu tylko małe zbliżenie na ramiona, które są bardzo zbliżone do serialowej wersji z G1. Dodano im tylko po czerwonym detalu (G1 Star ich nie miał, ale posiadał je G1 War Within Star, więc wyjaśnienie znalezione). Widać też otwór na działa naramienne, wcześniej umieszczone pod skrzydłami myśliwca.
Krótki pokaz pozowalności.
Czas się przyjrzeć samym działom. Bardzo ładnie zrobione (szary plastik ze srebrnymi i niebieskimi wstawkami), do tego strzelające pojedyńczymi pociskami elementy uzbrojenia pokładowego, choć nie polecam odpalania strzałek, bo "łyse" rdzenie wyglądają po prostu śmiesznie.
Montaż numer 1, czyli w taki sposób, jaki stał się znakiem rozpoznawczym Seekerów- umieszczenie dział na ramionach robota. Wygląda to naprawdę świetnie...pod warunkiem, że trzymacie robota w pozie podobnej do mojej. Wada 3/3. Zapomnijcie o ruchu ramion w górę i w dół oraz o ich pełnym wyprostowaniu, gdy działa są podczepione. Ponieważ rdzenie wystają ponad ramiona, nie da się ruszać kończynami górnymi bez zahaczania o inne części robota. To znaczy, da się wyprostować rękę, ale trzeba by odchylić skrzydła, czego ja się nigdy nie dopuszczę, bo wygląda to po prostu głupio.
Alternatywą jest umieszczenie dział w rękach Stara, wtedy już z ruchem ramion problemu nie ma. Ale jak dla mnie, nie ma to już tego klimatu, który odczuwałem w pierwszej konfiguracji.
Podsumowując...Jest to na pewno pod kilkoma względami wartościowy TF, który ogólnie ma bardzo przyzwoity wygląd. Wkurzają mnie te trzy wady, o których pisałem, ale jeśli ktoś jest fanem Starscreama, powinien je jakoś przeboleć. Jeśli nie jest w stanie (a zależy mu na osobowości prezentowanego robota), może się pokusić o wersję Masterpiece. A jeśli komuś bardziej zależy na tym designie, może sobie sprawić Classic Ramjeta, którego modyfikacje eliminują aż dwie z trzech wad tego robota. Ostatnią alternatywą jest przestać marudzić i cieszyć się tym co się ma, do diaska, tak jak ja :P
KONIEC
Kolejny zakup z serii "Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji". Byłem sobie zaraz po maturach z rodziną na tygodniowej objazdówce po Chorwacji i okolicach. I akurat kiedy byliśmy w Dubrowniku, z ciekawości zajrzałem do jedynego sklepu zabawkarskiego na rynku miasta. I było tam kilka Cybertronów.. no i kilka sztuk Starscreama. Ponieważ Classics to jedna z tych serii, które bardzo lubię, wiadomo, jak to się mogło skończyć :P Dla mnie dobrze, bo tata postanowił mi go sprezentować jako pamiątkę z wyjazdu (wedle założenia, że każdy musi mieć coś fajnego dla siebie z tego wyjazdu).
Powrót do strony głównej